piątek, 26 sierpnia 2016

Lotnik

Podczas praktyk logopedycznych w poradni prowadząca opowiadała pewną historię: 
- Znam jednego chłopaka z wadą wymowy (zamiast "r" mówił "j"), który chciał być lotnikiem. Przygotowywał się do egzaminów do szkoły w Dęblinie. Wszystkie egzaminy zdał, ale nie został przyjęty ze względu właśnie na tę wadę wymowy. 
- Ale jak to? - oburzyła się jedna ze studentek. - Jak można nie przyjąć kogoś do szkoły, bo źle mówi? 
Odezwała się wtedy inna praktykantka: 
- A jak ty to sobie wyobrażasz? Jak on będzie mówił z tego swojego samolotu? Jatunku, jakieta? 

sobota, 6 sierpnia 2016

Sztuka współczesna

Z opowieści koleżanki :)
Koleżanka była kiedyś na warsztatach dotyczących sztuki współczesnej. Po jakichś tam teoriach nastąpiła część praktyczna. Każdy z uczestników dostał duży, biały arkusz papieru, mnóstwo różnych gazet. Zadanie polegało na wykonaniu pracy, którą potem należało zaprezentować wraz z mottem przewodnim. Koleżanka moja zamarła... No ale wzięła się do pracy. Coś tam wycinała, kleiła... Robiła z tego żarty :) Komentowała, dopowiadała... Wzbudzała śmiech tych, którzy byli blisko :) Wycinała jakieś słowa, naklejała na górze owego arkusza białego papieru. W pewnym momencie prowadząca zajęcia powiedziała, że zbliża się koniec... Moja znajoma zamarła... Prawie cały arkusz był pusty... Zdążyła nakleić tylko kilka wyrazów... Każda praca była pokazywana wszem i wobec oraz omawiana. Koleżanka czekała z drżeniem serca na swoją kolej... Wreszcie ona... Wzięła swoją pracę. Wyszła na środek. Pokazała "dzieło". I czekała na "ochrzan". A tu... 
- Coś wspaniałego! - wykrzyczała prowadząca. 
Koleżanka ze zdziwieniem spoglądała to na swoją pracę, to na prowadzącą... 
- Proszę państwa, spójrzcie na tę pracę. Jak jest uniwersalna, jak doskonała. W górze jest tylko kilka słów. A reszta to tabula rasa, którą każdy z nas może zapisać według własnych doświadczeń, przekonań, przeżyć. 
Koleżanka oniemiała i usiadła. :D


wtorek, 2 sierpnia 2016

:)

Zjadłam dzisiaj krówkę. Spojrzałam na papierek po niej, a tam tekst: "Życie jest piękne - Ty też" :)  I tyle w temacie ;) Dzięki, cukiereczku :) A wszystkim czytającym dobrego dnia życzę :) Jedzcie krówki ;)

sobota, 30 lipca 2016

Główne danie

Uroczysty imieninowy obiad. Główne danie - babka ziemniaczana. Pycha :) Podałam ją do stołu. Zauważyłam, że panowie spacerują po ogrodzie, więc podążyłam za nimi, aby zawołać ich na gorący jeszcze obiad. Wyszłam z domu, stanęłam na schodach i krzyknęłam:
- Chłopcy! Chodźcie! Babka stygnie! 
:D 

czwartek, 21 lipca 2016

Twarda sztuka

Pooperacyjna wizyta kontrolna u neurologa. Lekarz tak mnie bada... Czyta wyniki badań... Pyta o różne rzeczy... Podsumowuje swoje obserwacje... 
- Pani Aniu, no niestety, brak tych funkcji mnie niepokoi... 
- Panie doktorze, da się z tym żyć. 
- To też nie jest takie, jak powinno być... 
- Można się do tego przyzwyczaić. 
- I z tym też jest problem. 
- Doktorze, ludzie maja gorzej, a ja nie mam prawa narzekać. 
Lekarz tak na mnie popatrzył... Uśmiechnął się, rozłożył ręce i powiedział: 
- No nie można pani zdołować. 
- Doktorze - dodałam szybko. - Jeśli pacjent ma wolę życia, to medycyna jest bezsilna. 
Zaśmialiśmy się w głos :) 

piątek, 15 lipca 2016

Promocja

W pewnym sklepie-sieciówce zauważyłam kiedyś cudną sukienkę. Granatową w czerwone maki... Urocza :) Od razu chciałam ją sobie kupić. Podeszłam do niej, wzięłam w rękę metkę, spojrzałam na cenę... I chęć od razu mi minęła. 150 zł. Nie to, że cena jakaś wysoka. Tylko po prostu sukienka nie była warta takich pieniędzy. Stwierdziłam, że nie dam tyle za kawałek materiału. Wyszłam. Od czasu do czasu zachodziłam do tego sklepu, patrzyłam na tę sukienkę, marzyłam... Aż pewnego dnia... 
W Wielki Czwartek robiłam świąteczne zakupy w jakimś hipermarkecie. Reklamówki z mąką, cukrem, margarynami i innymi "łakociami" zaniosłam w końcu do samochodu. Dumna z tego, iż nabyłam wszystko, co było spisane na kartce, poszłam kupić sobie kawę na wynos. Po drodze zaszłam jeszcze do owej sieciówki. I jakże wielkie było moje szczęście, kiedy ową upatrzoną sukienkę zobaczyłam na wieszaku z napisem PRZECENA. Na metce cena 70 zł. Wzięłam. Zmierzyłam. Leżała jak ulał. Możliwa była więc tylko jedna decyzja: biorę. Przy kasie miła pani wzięła sukienkę, zeskanowała cenę i powiedziała: 
- Ma pani szczęście, bo na rzeczy przecenione mamy dzisiaj do 30% rabatu. 
Ale się uśmiechnęłam... :) W sumie za sukienkę zapłaciłam 50 zł :) 

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Sekawka

Lato. Zjechała się rodzina. Wszyscy siedzą na schodach przed domem, choć obok stoją ławeczki ogrodowe, krzesełka... Wiadomo - na schodach wygodniej ;) W pewnym momencie ciocia wstaje i oznajmia wszem i wobec: 
- Idę zrobić se kawkę. 
- Ja też chcę! - zaraz było słychać innych. - I ja! 
Ciocia poszła. Babcia tak sobie siedzi... myśli... Nagle pyta: 
- Wy, a co to jest sekawka?