Uwielbiam czytać ten przepis. Ciasta jeszcze z niego nie robiłam, ale... ;) Jeśli ktoś wypróbuje tę recepturę, proszę dać mi znać :)
środa, 27 stycznia 2016
piątek, 22 stycznia 2016
Egzamin
Egzamin z profilaktyki i terapii w dyslalii (dyslalia - wada wymowy). Spokojnie, fachowej terminologii już więcej nie będzie ;) Pani magister pyta mnie, od wywołania jakiej głoski rozpocznę terapię u danego dziecka.
- Terapię rozpocznę od wywołania głoski "s" - odpowiadam pewnie.
- Bardzo dobrze. A jaką metodą?
- Na początek spróbuję "taką i taką".
- Dobrze. A jak nie przyniesie ona efektu?
- To wtedy spróbuję "taką i taką".
- Doskonale. A jak i to nie poskutkuje?
- To wtedy zacznę od "tego i tego".
- A jeśli i to nie pomoże? To co?
- To wtedy wyślę dziecko do koleżanki - kwituję ;)
sobota, 16 stycznia 2016
Bo zupa za... gorąca ;)
- Stefan! Obiad! - woła mama ojczulka mojego, a swojego męża ;)
- Dobrze. Zaraz.
Mija chwil kilka...
- Stefan! Obiad stygnie!
- Dobrze. Niech przestygnie.
Po kilku minutach:
- Stefan, bo obiad wystygnie!
- Dobrze. Zaraz.
Mija chwil kilka...
- Stefan! Obiad stygnie!
- Dobrze. Niech przestygnie.
Po kilku minutach:
- Stefan, bo obiad wystygnie!
- Mamuś - zabieram głos ja. - Czy przez te prawie 40 lat małżeństwa jeszcze nie przyzwyczaiłaś się do tego, że tatuś woli prawie zimny obiad?
Zaśmialiśmy się :D
niedziela, 10 stycznia 2016
Szyszki, gałązki i inne takie
Opowieść mojej koleżanki.
Listonosz, wyżej wspomnianej koleżance, zostawił paczkę dla jej sąsiada. Po jakimś czasie koleżanka zobaczyła światło w sąsiedzkich oknach - znak obecności mieszkańców. Wzięła zatem ową paczkę, stanęła pod drzwiami i zapukała. Nic. Zapukała jeszcze raz. Nic. Zapukała głośniej. Nic. Wtedy "zapukała" pięścią. Nic. A światło w domu się pali... Pomyślała, że może coś się stało... Podjęła jednak jeszcze inne próby powiadomienia sąsiadów o swojej obecności. Najpierw stanęła pod oknem i znalezionymi szyszkami rzucała w owo okno... Nic. Wtedy wzięła jakąś gałązkę, która leżała w pobliżu i delikatnie uderzała nią w szybę. Nagle rozzłoszczony sąsiad pojawił się w oknie. Szybko odsunął firankę, aby zobaczyć, kto bije po szybach. Zdumiał się, kiedy zobaczył machającą do niego sąsiadkę. Po chwili otworzył drzwi.
- Przepraszam, że rzucałam tymi szyszkami w okno, ale pukałam i nikt mi nie otwierał...
- Hmmm... Trzeba było zadzwonić - powiedział sąsiad wskazując na dzwonek do drzwi...
sobota, 2 stycznia 2016
Inspiracja
Jakiś czas temu rozmawialiśmy sobie w sekretariacie o tym, co/kto kogo zainspirowało do tego, aby jednak nieść ten kaganek oświaty. Nie było niespodzianką, że w większości to nauczyciele lubiani i doceniani przyczynili się do wyborów moich koleżanek. Przyszła kolej na moje wspomnienia... U mnie rzecz się miała zgoła inaczej ;) O tym, że będę nauczycielką, wiedziałam, zanim zaczęłam chodzić do szkoły. Winien temu był pewien program telewizyjny. Telewizyjne Technikum Rolnicze. Kto pamięta? :) Zawsze niecierpliwie czekałam na czołówkę z "Hit the Road Jack" Raya Charlesa. Potem z wypiekami na twarzy siedziałam przed telewizorem i z największą precyzją, na jaką stać cztero-, pięciolatkę, przepisywałam do swojego zeszytu skomplikowane działania matematyczne i reakcje chemiczne :) Prawdziwie zachwycona patrzyłam na pana, który kredą na tablicy pisał to wszystko... Marzyłam, aby też tak kiedyś stać... Też tak pisać kredą na tablicy... No i stało się ;)
wtorek, 29 grudnia 2015
Wieczny przepis
W lekko zniszczonym ubitymi białkami, roztopioną margaryną i surowym ciastem zeszycie z przepisami mojej mamy od lat leży przepis na wieczny keks na białkach. Od lat... Tzn. od zawsze :D Przepis wyrwany z "Kobiety i Życia". Pożółkły... Czymś zalany... Poplamiony... Ale nikt go nie chce przepisać :) Pewnego dnia przyglądałam się owej kartce i szukałam jakiejś daty, roku... Czegokolwiek, co by mi powiedziało, ile to już lat... Przyglądałam się... Szukałam... I nic. Poszłam w końcu do mamy.
- Mamo, ile lat ma ten przepis?
- Oj... Chyba ze dwadzieścia.
- Mamuś, to niemożliwe. Ja mam prawie czterdzieści, a ta kartka jest odkąd pamiętam.
- Czekaj... Przeprowadziliśmy się jakoś na początku lat osiemdziesiątych... Wtedy założyłam ten zeszyt i to był jeden z moich pierwszych przepisów.
- Mamuś, to już ze trzydzieści pięć lat.
- Ale ten czas leci...
poniedziałek, 21 grudnia 2015
Niezapomniane jasełka
Nosiłam się z zamiarem opisania pewnego wydarzenia ze szkolnych jasełek, ale ktoś już to zrobił przede mną ;) Korzystając z uprzejmości T. wklejam link do owej niezwykłej, mrożącej krew w żyłach, historii :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
